Hazard w Europie Wschodniej: Rumunia

Rumunia w ostatnich miesiącach jest jednym z najciekawszych rynków w kontekście uregulowań prawnych dotyczących zagadnienia gier hazardowych. Wynika to z zastosowania procedury tzw. „back taxes”, która wymusiła od zagranicznych operatorów zapłatę zaległych podatków, które potencjalnie trafiłyby do rumuńskiego budżetu w poprzednich latach.

Firma hazardowa chcąca otrzymać licencję w Rumunii musi zatem wyliczyć ich wysokość od 2009 roku i zapłacić kwotę w wysokości 20% łącznych wpływów od rumuńskich graczy. W tym celu konieczna jest współpraca z jednym z podmiotów tzw. „wielkiej czwórki” branży audytorskiej (Deloitte, E&Y, KPMG, PricewaterhouseCoopers). Dopiero spełnienie tego założenia otwiera dalszą drogę w procedurze licencyjnej.

Oprócz Rumunii podobne rozwiązanie zastosowała w 2013 roku Hiszpania. W niektórych krajach Unii Europejskiej (także w Polsce) coraz częściej pojawiają się głosy dotyczące zastosowania procedury „back-taxes” w odniesieniu do podmiotów z branży bukmacherskiej.

Rumuński regulator (rum. Oficiul National pentru Jocuri de Noroc) w chwil obecnej wydał 19 zezwoleń na świadczenie usług hazardowych online, z czego 12 otrzymały podmioty mające siedzibę poza granicami kraju. Jednak niektórzy operatorzy mimo spełnienia wymagań prawnych i finansowych w obszarze podatkowym znaleźli się na czarnej liście ONJN.

Głośnym przypadkiem jest sprawa Bet365, który znalazł się wśród podmiotów niepożądanych w Rumunii w październiku 2015 roku. Mimo spełnienia wymagań w zakresie zaległych podatków (Bet365 zapłacił około 30 mln euro) licencja została odebrana czołowej firmie bukmacherskiej w Europie. ONJN zaczęła również karać rumuńskich klientów Bet365 za kontynuowanie gry u tego operatora. Przedstawiciele firmy twierdzili jednak, że cały czas działali zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi wymaganiami (nie jest to do końca prawdą, ponieważ Bet365 oferował swoje usługi graczom z Rumunii jeszcze zanim oficjalnie otrzymał licencję).

Firma postanowiła zawalczyć o swoje prawa w sądzie, jednak jak na razie bez efektu. Według Bet365 sprawa ma głębszy podtekst. Na podstawie szacunków branżowych można stwierdzić, że bukmacher posiadał 50% udziałów na rynku rumuńskim. Przedstawiciele Bet365 nieoficjalnie twierdzą, że w kwestii odebrania licencji swój udział mogły mieć krajowe firmy bukmacherskie, które chciały pozbyć się z rynku lidera. Innymi zagranicznymi firmami, które spotkał podobny los są Bwin i William Hill. Na rynku rumuńskim legalnie działają jednak m.in. Sportingbet, Fortuna, Betfair, czy Unibet.

W zależności od wysokości przychodów firmy bukmacherskie muszą w Rumunii zapłacić 16% lub 25% od tzw. GGR, czyli sumę wpłaconych przez uczestników gier środków pomniejszonej o wypłaty wygranych.

1 thought on “Hazard w Europie Wschodniej: Rumunia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.