STS szuka skali za granicą

STS

Firma bukmacherska rodziny Juraszków zbliża się do 50-procentowego udziału w polskim rynku i szybko zwiększa przychody za granicą. Na sprzedaż na razie nie jest, ale…

Inwestorzy finansowi w ostatnim czasie pokochali zakłady bukmacherskie, które mimo pandemicznego wyhamowania regularnie rosną dzięki Internetowi. Na europejskim rynku agresywnie rozpycha się w ostatnich miesiącach amerykański fundusz private equity Apollo, który za 0,5 mld EUR kupił 50 proc. udziałów w czeskim liderze rynku bukmacherskiego Sazka i robi podchody pod europejski biznes Williama Milla, czyli lidera rynku brytyjskiego.

Dużymi europejskimi bukmacherami interesowały się też takie fundusze, jak Bain, Apax czy CYC. Co na to STS, czyli kontrolowany przez rodzinę Juraszków lider polskiego rynku, który w tym roku zmienił formę prawną działania ze spółki z o.o. na spółkę akcyjną?

Inwestorzy finansowi co jakiś czas przychodzą z propozycjami, ale warto je będzie rozważyć dopiero wtedy, gdy oferowana cena zwali z nóg. Na razie tak nie jest, więc nie widzę powodu, by sprzedawać rosnącą firmę, która regularnie przynosi zyski i nadal będzie się rozwijać. Nie będę też mówił, że możemy wybrać się na giełdę, bo zaraz pojawią się domy maklerskie z ofertami mówi Mateusz Juroszek, prezes STS.

Wyprzedzanie rynku

Według szacunków Stowarzyszenia Graj Legalnie STS miał w ubiegłym roku 45-procentowy udział w polskim rynku, wartym 6,7 mld zł. W drugim kwartale tego roku, czyli w czasie, gdy branża ucierpiała ze względu na czasowe zamknięcie placówek stacjonarnych i odwołanie imprez sportowych, udział ten skoczył do 50 proc. To dwa razy więcej niż miała Fortuna, czyli rynkowy numer dwa.

Zgodnie z ostatnimi danymi w trzecim kwartale STS miał 46,6 proc. rynku, a Fortuna 27,5 proc. Pozostali rywale są znacznie mniejsi: w drugim kwartale Forbet miał prawie 7 proc. rynku, BetClic 3,5 proc., LV Bet, Betfan i Totolotek jx niespełna 3 proc., a reszta jeszcze mniej.

W Polsce już w praktyce zdominowaliśmy rynek. Nie chodzi o to, że jesteśmy bezbłędni i nie ma obszarów, nad którymi musimy pracować, bo oczywiście do poprawy jest jeszcze sporo, zwłaszcza w kontekście tak dynamicznego rozwoju. Jednak po pandemicznych zmianach w udziałach rynkowych w kraju mamy bardzo silną pozycję lidera i przy tej skali działalności musimy koncentrować się na rywalizacji z największymi firmami w Europie mówi Mateusz Juroszek.

Na początku ubiegłego roku STS zaczął świadczyć usługi na kilkunastu rynkach europejskich, celując przede wszystkim w kraje z dużym odsetkiem polskich emigrantów.

W tym roku zagranica przyniesie nam kilkaset milionów złotych przychodów. Skupiamy się głównie na rynku brytyjskim, ale mamy licencje w większej liczbie krajów i w przyszłym roku będziemy pozyskiwać kolejne. Osiągnięcia progu rentowności za granicą spodziewamy się w ciągu dwóch-trzech lat mówi Mateusz Juroszek.

Kasynowe marzenia

Na części rynków zagranicznych STS może świadczyć usługi, które w Polsce po dużej nowelizacji ustawy hazardowej są zastrzeżone dla państwowego monopolisty, czyli Totalizatora Sportowego. Chodzi głównie o kasyno online.

Obecność na rynkach zagranicznych z jednej strony pozwala na dywersyfikację przychodów, a z drugiej uczy funkcjonowania w różnych reżimach prawnych i spełniania wymogów compliance, np. w zakresie tzw. odpowiedzialnej gry. To, do czego przystosowaliśmy się w Wielkiej

Brytanii w kontekście metod wykrywania klientów z tendencją do uzależnień i uniemożliwiania im dalszego obstawiania, przyda nam się w Polsce, gdzie takich przepisów jeszcze nie ma. Jednak temat odpowiedzialnej gry zaczyna się pojawiać, a my jako STS chcemy być wzorem dla innych operatorów mówi Mateusz Juroszek.

Zmian w prawie, pozwalających prywatnym firmom na organizowanie gier kasynowych w internecie, także nie ma co się spodziewać. Według szacunków branży takie gry to obecnie największy składnik hazardowej szarej strefy, czyli zakładów i gier, na które Polacy wykładają pieniądze u zagranicznych bukmacherów, niepłacących w Polsce podatków.

Kasyno to nawet 80-90 proc. szarej strefy. W zakładach bukmacherskich jej poziom szacujemy na ok. 40 proc., mimo że większość osób obstawiających przeniosła się od zagranicznych do krajowych operatorów chociaż podatek w Polsce jest relatywnie wysoki. Korzyści dla budżetu są wyraźne i sądzę, że podobne skutki przyniosłoby umożliwienie licencjonowanym firmom wprowadzenia do oferty szerszego katalogu gier. Scenariusz bazowy jednak mam taki, że przez pół dekady nie doczekamy się żadnej nowelizacji ustawy uważa prezes STS.

Całość czytaj na: pb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *