Technologia nakręca biznes bukmacherski

Zakłady sportowe to dziś jeden z najszybciej rozwijających się biznesów świata. Według badań naukowców z Oxfordu w ciągu najbliższych trzech lat branża ta powiększy się kilkukrotnie. Bo chociaż jest tradycyjna, nakręca ją technologia, która z prostych zakładów wzajemnych zrobiła nowy segment rynku rozrywkowego. Dzięki temu w ciągu trzech lat polski rynek bukmacherski wzrósł przeszło dwukrotnie do ponad 10 mld zł.

Warunkiem brzegowym dla rozwoju są jednak regulacje. Bo hazard to obszar ściśle kontrolowany przez państwo i bez korzystnych dla biznesu decyzji kierunkowych nie będziemy mieli do czynienia z rozwojem. A najwięcej na korzyść bukmacherów zmieniło się na rynku amerykańskim. W maju ub.r. Sąd Najwyższy uchylił bowiem Professional and Amateur Sports Protection Act (PASPA), który zakazywał władzom stanowym legalizacji hazardu sportowego. Szybko nastąpił więc wyłom w dotychczasowej praktyce i w ciągu roku osiem stanów zdecydowało się na wydawanie licencji bukmacherskich. Obserwując tempo zmian naukowcy z Oxfordu oszacowali więc, że do 2021 roku biznes ten za oceanem ma wzrosnąć w niebywałym tempie z 4,9 do 287 mld dolarów. To całkowicie przemeblowałoby świat zakładów sportowych (jeszcze dwa lata temu USA miały 16 proc. udziału w globalnym rynku).

Tak znacząca waga zakładów nie pozostaje bez wpływu na samą branżę sportową. Jak przekonują analitycy z Deloitte w swoim raporcie „Deloitte’s sports industry starting lineup Trends expected to disrupt and dominate 2019” ligi i kluby zaczynają nawiązywać ściślejsze relacje z biznesem hazardowym i coraz bardziej dostosowują ofertę do potrzeb graczy. Świetnym przykładem jest tu NBA, który dotychczas po prostu oferował stream wszystkich meczy w miesięcznych abonamentach, a teraz coraz bardziej konfekcjonuje swoją ofertę. Mając właśnie na względzie potrzeby robienia zakładów bukmacherskich udostępnił już np. możliwość oglądania samej czwartej kwarty meczu za drobną kwotę 1,99 dolara. To szczególnie użyteczne dla osób obstawiających wyniki w czasie rzeczywistym.

Fakt, że rynek amerykański tak długo pozostawał pod ścisłą kuratelą rządu spowodował jednak to, że zmiany jakie widać dziś w USA my w Europie i Polsce doświadczyliśmy już dawno (rynek europejski dotychczas był czterokrotnie większy niż Amerykański i z ponad 60 proc. udziałem dominuje w świecie). Trend jaki widzimy u nas od lat jest jednak ten sam: wykorzystanie technologii, aby z zakładów zrobić rozrywkę.

Inna sprawa, że na poziomie legislacyjnym Polska szła raczej w przeciwnym kierunku niż USA: państwo wzięło się za porządkowanie rynku zakładów sportowych, uszczelniając i ograniczając go do firm z polską licencją (reszta działa nielegalnie). Proces jest długotrwały i do dziś z wartego 10,6 mld zł rynku zakładów 52 proc. należy do bukmacherów nielicencjonowanych. Najważniejsze jednak że legalizacja rynku, która wiąże się z wyższym opodatkowaniem gier, nie spowolniła tempa wzrostu branży, bo w 2015 roku kiedy zaczęła się regulacja branży Roland Berger wartość całego rynku zakładów w Polsce szacował na 5 mld zł. Widać więc, że w ciągu trzech lat cały biznes urósł przeszło dwukrotnie. Nastąpiło też sukcesywne wypieranie bukmacherów nielicencjonowanych przez licencjonowanych, których udział wzrósł z ok. 25 proc. do 48 proc. (tym samym do budżetu państwa z tytułu tzw. zakładów wzajemnych w zeszłym roku wpłynęło 612 mln zł).

Stworzenie jasnych ram prawnych doprowadziło do uporządkowania rynku i wzmocnienia bukmacherów działających lokalnie – biznes został zdominowany przez dwie grupy, polski STS i czeską Fortunę, które łącznie kontrolują 81 proc. legalnego rynku. Pewność prawa działającego na korzyść tzw. bukmacherów on-shore (działających w kraju) z kolei pozwoliła im na przeznaczenie większych środków na rozwój oferty i stworzenie bardziej atrakcyjnej oferty napędzającej dalsze wzrosty.

Całość czytaj na: forbes.pl

Tagged under

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

e-play

Archiwa