Bóg-macher czyli jak czytać regulamin

Ludzie zakładali się od zawsze i o wszystko. Jeden wygrał, drugi przegrał. Zazwyczaj wygrywał ten, który zakład wymyślił i koledze zaoferował. W czasach nowożytnych oferowaniem okazji do szybkiego wzbogacenia się zajmują się bukmacherzy. Którzy praktycznie mogą wszystko.

To „wszystko” odnosi się oczywiście do stosunku bukmacher – gracz. I nie chodzi tu tylko o tzw. nielegalnych bukmacherów, którzy polskim graczom oferują swoje usługi obwarowane regulaminami, które firmują licencje z jakichś dzikich krajów. Nieprzypadkowo jeszcze jakiś czas temu jeden z wiodących polskich bukmacherów na zdjęciu profilowym na Facebooku prezentował się w czapeczce z napisem „Bógmacher”…

Regulamin, głupcze!

Regulaminy bukmacherów posiadających koncesje na prowadzenie działalności w Polsce stempluje Ministerstwo Finansów – wspólnik w procederze. I to jest właśnie clou naszego wywodu, a raczej serii wywodów – regulamin.

Bukmacher obiecuje, że założysz konto gracza w 3 minuty? Lepiej poświęć nieco więcej czasu i przeczytaj regulamin. Bo jeżeli go zaakceptujesz bez czytania, to zgadzasz się na wiele różnych rzeczy. I możesz uwierzyć, że nie ma tam niczego miłego. W regulaminie, który składa się z kilkudziesięciu stron tekstu, buk określa „co wolno wojewodzie”. A wolno w zasadzie wszystko.

Przyjrzyjmy się dzisiaj kilku punktom regulaminu bukmachera, posiadającego koncesję na oferowanie zakładów sportowych w Polsce. Jego nazwy nie podajemy. Wszystkie te regulaminy są niemal identyczne. Czytamy więc w jednym z pierwszych ustepów:

„Bukmacher zastrzega sobie prawo do odmowy dokonania wypłaty środków pieniężnych przypisanych do konta gracza, w przypadku niewykorzystania przez uczestnika w zakładach bukmacherskich co najmniej 50% wpłaconych środków.”

Czyli tak – możesz wpłacić, możesz nawet od razu wygrać, jednak nie wypłacisz pieniędzy, dopóki nie obrócisz połową depozytu. Dlaczego? A bo tak. Bo bukmacher wie, że im więcej będziesz obstawiał, tym więcej razy przegrasz. Nie ma tak dobrze, że wpłacasz stówę i wygrywasz parę tysięcy, bo ci pierwszy tasiemiec wszedł. Nie, najpierw musisz dać szansę bukmacherowi, aby ci te 50 złotych jeszcze odebrał.

Permanentna inwigilacja

No ale to jest zrozumiałe i powiedzmy sobie – uczciwe. Lajcik na początek. Bukmacher nie jest portfelem elektronicznym. Wpłaciłeś, to graj. Mniej zrozumiałe z punktu widzenia gracza są zapisy innego punktu regulaminu:

„Bukmacher zastrzega sobie prawo do żądania od klienta informacji i źródle pochodzenia wartości majątkowych pozostających w dyspozycji klienta w ramach stosunków gospodarczych lub transakcji”

i zaraz potem:

„Klient zobowiązany jest poinformować bukmachera o każdorazowej zmianie źródła pochodzenia wartości majątkowych pozostających w jego dyspozycji w ramach stosunków gospodarczych lub transakcji.”

oraz najlepsze:

„Klient zobowiązany jest każdorazowo poinformować bukmachera o fakcie dokonywania transakcji powiązanych, których łączna wartość (niezależnie od ilości operacji) przekracza równowartość 2.000 euro”.

Czyli permanentna inwigilacja. Bukmacher daje sobie prawo, a Ministerstwo Finansów to legitymizuje, wglądu w dane, dotychczas zastrzeżone dla państwowych instytucji finansowych, sądów czy policji. Bukmacher staje się więc wspólnikiem urzędów, które chętnie dowiedzą się, skąd masz pieniądze. Nie pochwalisz się, że zmieniło się twoje „źródełko”? Nie wyspowiadasz się, że kupiłeś nowy samochód? To czytaj:

„Bukmacher nie wypłaca środków pieniężnych z konta gracza, jeżeli zostaną stwierdzone następujące okoliczności:

[…]

c) klient naruszył postanowienia Regulaminu lub Ustawy.”

To dopiero początek. Ale to także najważniejszy punkt. Bukmacher może nie wypłacić twoich pieniędzy, jeżeli złamałeś jakikolwiek punkt regulaminu. Jakikolwiek. I nie chodzi tu bynajmniej o jakieś działania kryminalne, które z oczywistych względów powinny być piętnowane. Chodzi o kwestie dużo mniejszego kalibru, czasami nawet mocno wątpliwe.

Lepiej nie bądź zbyt sprytny

Jak więc jeszcze możemy złamać regulamin i pożegnać się na zawsze z naszymi pieniędzmi zdeponowanymi na koncie gracza?

Tutaj dla odmiany rzucimy okiem – dla równowagi – na regulamin jednego z dużych i rzetelnych, natomiast nieposiadających polskiej koncesji, bukmachera:

„Jeżeli ISTNIEJE PODEJRZENIE, że uczestnik podejmuje nieuczciwe działania w stosunki do firmy bukmacherskiej (wiele kont, zakłady dokonywane przez osoby trzecie, używanie oprogramowania do automatyzowania zakładów, granie w sytuacjach arbitrażowych, nadużywanie programów lojalnościowych, itp.), firma bukmacherska zastrzega sobie prawo do anulowania zakładów, ZAMKNIĘCIA KONTA KLIENTA BEZ ZWROTU ŚRODKÓW, […].”

Czyli wystarczy, że bukmacher PODEJRZEWA, że np. gramy w sytuacjach arbitrażowych (co samo w sobie nie jest żadnym oszustwem, tylko wykorzystaniem błędnych kursów ustalonych przez bukmacherów), to legalnie rekwiruje nasze pieniądze, zamyka konto i pisz pan na Berdyczów po sprawiedliwość.

A „nadużywanie programów lojalnościowych”? Przecież nie da się ich nadużyć, każdy może skorzystać tylko z tych, które oferuje mu bukmacher. No ale jeżeli jesteś „łowcą bonusów”, któremu do tego udaje się z tych bonusów coś ugrać, nie ma litości. Bonusy są po to, żeby zarabiał bukmacher, a nie ty, cwaniaczku. Oddawaj kasę. Aha – zwróciliście uwagę na to „itp.”? Tam może być wszystko…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.