W jaki sposób ustawa hazardowa rzutuje na sponsoring w polskim sporcie?

Miedzy innymi na ten temat rozmawiał „Tygodnik Piłka Nożna” z przedstawicielem E-Toto Dawidem Mrowcem.
Piłka Nożna: W tym roku minie siedem lat od wprowadzenia w życie obowiązującej ustawy hazardowej, która często jest krytykowana. W sferze działań bukmacherów od początku największym problemem była, i tak pozostało, niezalegalizowana konkurencja.

Dawid Mrowiec: Przypomnę, że ustawa została napisana bardzo szybko. Przede wszystkim miała uderzyć w automaty do gier po tym, jak w mediach coraz głośniej zaczęto mówić, że rodziny rozpadają się przez uzależnionych od gry na automatach zwanych jednorękimi bandytami. Ale w ustawie oberwało się też bukmacherom. Kilka niemających ze sobą prawie nic wspólnego branż, zostało wrzuconych do jednego worka w imię walki ze zjawiskiem nagannym, jednak od początku dotyczącym tylko części rynku. Trudno mi znaleźć wspólny mianownik dla firm bukmacherskich, w większości przedsiębiorstw z wielomilionowymi obrotami dbającymi o wizerunek i pracującymi na markę, i punktów z automatami.

Piłka Nożna: Od lat problemem w Polsce ma pozostawać egzekwowanie prawa i brak działań wymierzonych w bukmacherów niedziałających w sposób legalny. We Włoszech, Francji, Belgii czy Danii strony takich firm są po prostu blokowane.

Dawid Mrowiec: To jedno ze spojrzeń na problem, oczywiście słuszne. Równie ważnym pytaniem jest: dlaczego w Polsce największym światowym markom nie opłaca się działać legalnie w tej branży? Podstawową przeszkodą jest jeden z najwyższych w Europie, wynoszący aż 12 procent, podatek wyliczany od obrotu równającego się sumie wszystkich wpłaconych stawek, czyli niezależnie od wyniku zakładu, gdy klient zostawia w punkcie E-toto 100 złotych do skarbu państwa wędruje 12. W wielu krajach podatek jest zdecydowanie niższy, w Chorwacji to bodaj 5 procent, ale nasz rynek zyskałby na konkurencyjności, gdyby nastąpiła zmiana rozliczania na podatek od zysku, a więc różnicy między wpłaconymi stawkami a wypłaconymi nagrodami. W Danii taka danina wynosi na przykład aż 20 procent, a firm działających legalnie jest więcej niż w Polsce. Przy płaceniu od obrotu opracowanie strategii finansowej jest bardzo trudne i pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na promocję w polskim sporcie, są zamrażane na wypadek miesięcy, kiedy to klienci ogrywają bukmachera.

Piłka Nożna: Nie brakuje głosów, że przez brak ściągalności obowiązująca ustawa jest martwa.

Dawid Mrowiec: Tylko w przypadku szarej strefy, szacowanej w Polsce na 80 procent rynku. Wobec piątki firm działających legalnie, w tym E-toto, jest wprost przeciwnie. Konkurencja nie odprowadzając podatków może pozwolić sobie na wyższe kursy, zapłacenie wyższego kontraktu za ekspozycję na koszulkach zagranicznej drużyny, która i tak pojawi się w Polsce. O tym jak nieskutecznie egzekwowane jest prawo przekonaliśmy się w czasie niedawnych mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Reprezentanci Danii występowali z reklamą nielegalnego w naszym kraju bukmachera na spodenkach, ale mimo nagłośnienia, zanim ktokolwiek zajął się sprawą, spokojnie dograli turniej do końca. (…)

Piłka Nożna: Czy w Polsce jest klimat do zmiany ustawy?

Dawid Mrowiec: W sieci od pewnego czasu krąży projekt gotowej ustawy hazardowej nieznanego autora. Ministerstwo Finansów oficjalnie mówi, że nie prowadzi prac, zatem trudno mi uwierzyć, że ktoś w wolnej chwili napisał 40 stron maszynopisu. Dokument, o którym mówię przede wszystkim zmienia zasadę rozliczania się z fiskusem na procent od zysku, nie zaś od obrotu.

Cały wywiad przeczytasz w Tygodniku Piłka Nożna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.